Aktualności
Prawdziwie męska eskapada do Zawoji.
dodano: 2007-10-15 22:40:58
W sobotę o tak wczesnej godzinie, że na zewnątrz jeszcze było ciemno, a wszyscy normalni ludzie spali, my spotkaliśmy się pod świetlicą. Jakoś nie do końca byłem przekonany do tej wyprawy, w końcu to była sobota a tu trzeba jechać nie wiadomo gdzie. Na szczęście ekipa, z którą miałem jechać wynagradzała mi wszystko. Fini, Nero, Czarny, Kasi, Wiatrak, Marcin, Damian no i ja Pan Jaro- stworzyliśmy ekipę nie do przebicia. W wielkim skrócie: bawiliśmy się na prawdę wyśmienicie. W planie było sadzenie drzew, które sadziliśmy tak szybko, że okoliczni farmerzy nie nadążali z szykowaniem nowych,,talerzy” (miejsc do sadzenia). Gorący żurek nie był wcale taki gorący, ekstremalna piłka nożna- piłką do unihoka no i oczywiście malowanie drewnianych kwiatków dla naszych ukochanych „bab”. Warto tu jeszcze wspomnieć o 12- letniej dziewczynce, która tak zapamiętała się w swojej pracy, że gdy mama prosiła ją by już kończyła, ta odburknęła: ,,nie mogę, mam do zrobienia jeszcze kilka ptaków” J . Wróciliśmy cało i szczęśliwie do Krakowa na godzinę 19.
PS. Zapomniałbym wspomnieć, że Nero został srebrnym medalistą w konkursie,, kto więcej zwymiotuje”. Pokonała go dziewczynka, która,,heftała” na litry:).



















































































