Aktualności
Sól integracja
dodano: 2007-11-02 20:10:04
Nasza kolejna zaczęła się - już tradycyjnie J - bladym świtem. Niezupełnie przebudzeni, z Dworca Głównego w Krakowie, graficiarskim pociągiem razem z rodzicami ruszyliśmy na trzydniowy obóz integracyjny do Soli. Pociąg „Beskidzką strzałą” nie był, więc po nieco przydługiej podróży wszystkim aż się nogi rwały do marszu. Jednak tylko Rodzice wraz z Panią Małgosią od razu ruszyli na szlak (trasa Sól – Przegibek – Zwardoń). Ledwie nas odprowadzili do Ośrodka, ledwie się pożegnali i – już ich nie było.
Dziećmi i młodzieżą zajęli się czule wychowawcy…Po kilku integracyjnych zabawach ruchowych i zakwaterowaniu Cini Mini zaczęły przemieniać swoje piętro w…indiańską wioskę. Jak na prawdziwych synów prerii przystało, na początek udały się na rekonesans po Soli (zabytkowa dzwonnica studnia, ze słoną wodą, kamieniołom).
Tymczasem Blade Twarze ze szczepu Starszych J postanowiły wybadać nieco inny teren. Przedmiotem ich rozpoznania stało się… pole minowe J kontaktów damsko – męskich. Pani Agnieszka z Panem Jarkiem zapewnili im emocjonującą dyskusję na temat: „Kobiety są z Wenus, mężczyźni z są z Marsa”. Po wstępnej wymianie zdań (brawa dla chłopaków za szczerość i odwagę!), Wenusjanki za Panią Agnieszką i Marsjanie z Panem Jarkiem udali się w plener, by na łonie natury zastanowić się, co dziewczynom podoba się w chłopakach, za co ich lubią, a co je w nich wkurza - odwrotnie. Z tych dociekań i porównań wyniknęły bardzo ciekawe rozmowy. Mózgi parowały, serca drżały, a czas pokaże skutki:).
Po intelektualnych i uczuciowych wygibasach z entuzjazmem wszyscy przyjęli sprawnościowe konkurencje Pana Jarka (m.in. była sztafeta… zaduszkowa..., ale też – konkurs wiedzy o Ośrodku w SoliJ).Odbywały się one pod osłoną nocy w pobliskim kamieniołomie. Rywalizującym drużynom przewodziły Pani Kasia i Pani Gabrysia, które zdążyły już wówczas do nas dołączyć.
Niedzielę rozpoczęliśmy jak na Dzień Pański przystało - od Mszy. Mali zostali w Soli, duzi – pojechali do Zwardonia, skąd mieli czerwonym szlakiem przez Rachowiec wrócić do Soli. „Mieli”, bo owszem - na obiad do Soli wróciliśmy, tyle że…zupełnie inną trasą. Najpierw szlak zgubiła grupa Pana Jarka i Pani Gabrysi, a niedługo po niej - grupa Pani Agnieszki i Pani Kasi J. Moment zagubienia drogi był chyba potrzebną chwilą mobilizacji całego zgrania, na jakie było stać obie grupy. Na bok odeszły nieporozumienia i sprzeczki. Wszyscy skupili się na jednym: odnalezieniu drogi do Soli.
Emocje wędrówki rozładowaliśmy poobiednim „wieczorem trzech kłamców” (Oj, potrafią Panie Wychowawczynie wywieść w pole, potrafią!) oraz konstruowaniem…łapaczy surowych jajJ!Podzieleni na cztery grupy, musieliśmy z rurek do napojów i taśmy klejącej zrobić takie „lądowisko” dla zrzucanego z wysokości 1,5 m jajka, żeby się nie rozbiło. Przyznać trzeba - wyobraźni nam nie brak, więc bawiliśmy się pysznie. Nasze dzieła okazały się oryginalne i skuteczne!
Zwieńczeniem dnia było piękne, olbrzymie ognisko – już w towarzystwie Pani Małgosi (wróciła Rodzicami zachwycona). Chłopaki zajęli się przyniesieniem drewna i kijków na kiełbaski, dziewczyny sprawami kulinarnymi i rozśpiewaniem towarzystwa. Nasi Indianie ze szczepu Cini MiniJ przybyli w pełnym rynsztunku: we własnoręcznie zrobionych pióropuszach i amuletach i z minami zadowolonych zdobywców (po udanej zabawie w podchody). I jak to na małoletnim ognisku bywa - zabawie nie byłoby końca i pewnie trudno by było zagonić całą ekipę do łóżek, gdyby nie fakt, że wszyscy czekali na grę nocną…Dlatego na zakończenie przetestowali Wychowawców ze znajomości swych wychowanków (Agata z Wiatrakiem dali czadu, zwycięstwo przypadło równolegle Pani Kasi i Panu Jarkowi) i grzecznie rozeszli się na spoczynek.
Tymczasem przebiegli i ogólnie znani z wrednych charakterów Wychowawcy grę nocną przełożyli… na rano. Blade Twarze ze szczepu Starszych tropiły zagadki na słuch, naprowadzały na nie, pohukując, Pani Małgosia i Pani Gabrysia. Zadania ukryte w leśnych chaszczach – chyba wszyscy mają pamiątki tych poszukiwań na skórzeJ - były po mistrzowsku zaszyfrowane i znów mobilizowały grupy do wspólnego wysiłku, by znaleźć rozwiązanie.
Prezentacja rozwiązań miała miejsce na Rachowcu, gdzie Indianie wespół z Bladymi Twarzami J wdrapali się, by w tak pięknych okolicznościach przyrody cały wyjazd podsumować. Potem jeszcze - po obiedzie i sprzątaniu ośrodka - odbyła się sesja zdjęciowa i trzeba było wyruszać w drogę powrotną…I niektórzy następnego dnia żałowali, że nie zostaliśmy dłużej, choć, wcześniej bardzo nie chcieli jechać (Nero, znasz takich?:))…



















































































